Podczas koncertu Markowski po kilkuminutowej nieobecności wrócił na scenę, wyśpiewał jeden wers, po czym wyciągnął piersiówkę, podniósł do góry i zawołał: Wasze zdrowie!
Było bardzo ciężko wjechać wczoraj do Czechowic-Dziedzic w okolicach godziny dwudziestej. Kiedy wreszcie dostaliśmy się do miasta, ulice były pełne zaparkowanych samochodów już w odległości kilkuset metrów od obiektu MOSiR-u. Dostaliśmy się za trybuny, w miejsce, gdzie można było jeszcze coś dojrzeć. Murawa była pełna fanów Perfectu. Zespół właśnie zaczynał koncert.
Akustyka była kiepska, pod zadaszeniem za trybunami słychać było jedynie bełkot, mimo to całkiem miło się oglądało Markowskiego jak szalał na scenie przy swoich największych przebojach. Wszystko byłoby w porządku, gdyby po dwóch czy trzech utworach zwyczajnie nie wyszedł. Stwierdził, że zostawia nam swoich kolegów, którzy zaczęli pokazówkę instrumentalną.
Trwało co najmniej kilka minut, zanim pojawił się znowu. Wtedy wyśpiewał jeden wers, po czym wyciągnął piersiówkę, podniósł do góry i zawołał: Wasze zdrowie! Po tych słowach wychylił co najmniej większy łyk. Nie chcę dociekać, co miał w środku, jednak odczucie moje i znajomych było bardzo podobne. Gest co najmniej niesmaczny.
Nie chciałbym tutaj powtarzać żadnych animozji, że Pszczyniacy nie lubią mieszkańców Czechowic i w ogóle tego miasta. Odwiedziłem jedynie koncert Perfectu i zostałem na sztucznych ogniach, które, szczerze mówiąc były dużo lepsze niż w Pszczynie. Z pewnością też klimat imprezy w stylu Markowski różni się znacznie od imprezy w stylu Rodowicz. Jednak pozostaje pewien niesmak, mimo, iż widok falujących w rytm “Niepokonanych” był niesamowity, impreza w Pszczynie zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie.










Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym…
Chciałbym sprostować, iż mieszkaniec Pszczyny, to pszczynianin, a nie jak napisano w tytule artykułu ‘Pszczyniak’. Również określenie ‘Pszczyniacy’ jest błędne, gdyż mieszkańcy Pszczyny, to pszczynianie.
Yo rn,
Nie sposób się kłócić ze słusznością zasady pisowni wielką literą nazw obywateli miast: pszczynianin – tak, “Pszczynianin” – nie. Identycznie “Pszczyniacy”. Ale czepianie się, że pszczynianin jest “poprawniejszy” niż “pszczyniak” jest już swoistym puryzmem językowym, dodatkowo mając na względzie wielką literę, która paradoksalnie ratuje ten wyraz sugerując, że Pszczyniak jest konkretnym obywatelem Pszczyny – autor(subiektywnego przecież) tekstu?
Także:
> “Pszczyniacy” = błąd, ale tylko ze względu na wielkość pierwszej litery.
> Pszczyniak = błąd, jeśli jestem nazistą językowym nie biorącym pod uwagę wpływów gwarowych ani okoliczności łagodzących w postaci możliwych imion własnych